Pieśń imion 2019

admin21 stycznia, 2020

 

Pieśń imion (2019) Recenzja w CDA-TUBE.pl

Jest rok 1951, a znacząca okazja melodyczna tchnie życie w londyńską scenę starego stylu. W nocy przedstawionej na obecnym otwarciu filmu pojawi się młody wirtuoz skrzypiec, Dovidl Rapaport, grający program Brucha i Bacha. Towarzysz Dovidla, Martin po dwudziestce, jak zaginiony muzyk, stara się pocieszyć bardziej doświadczonych ludzi wokół niego, że artysta nie umknie tej randce.

Tak czy inaczej, robi. Co więcej, Martin już nigdy go nie obserwuje. Ponad 30 lat po tym, jak je teraz dorosły dorosły Martin, grany przez Tima Rotha. Obecnie instruktor muzyki, poślubiony swojej ukochanej licealistce, zostaje zniewolony przez wypróbowanego niedoszłego dociekacza, który podchodzi do niego z myślą o pewnym celu. Ta droga miała miejsce z Dovidlem, który, jak dowiadujemy się z retrospekcji, był pompatycznym cudem dziecka pozostawionym pod czujnym okiem ojca Martina przed epizodem II wojny światowej. Dzieciak Dovidl jest problematycznym Żydem w trybie recenzującym Philipa Rotha. Samozwańczy wirtuoz, z początku rozgniewał przywiązanego młodego Martina. Tak czy inaczej, wkrótce stali się najlepszymi towarzyszami, aw Anglii młodzieńczy Dovidl jest kształtowany (na tyle, na ile można go uformować) unoszącego się ojca Martina, który przygotowuje go do zawodu. Rzeczywiście, nawet gdy jego rodzina z powrotem w Polsce jest transportowana do Treblinki.

W świetle powieści Normana Lebrechta (scenariusz: Jeffrey Caine) i koordynowanej przez François Girarda, „Pieśń imion” to ostry pokaz, że „wina ocalałych” jest bardziej kłopotliwym stanem, niż sugeruje to mało gadatliwa wypowiedź. W późnym okresie dorosłości, obsesyjnie na punkcie niejasnego przeznaczenia swojej rodziny, Dovidl odwołuje judaizm i kontynuuje inne maniery. Jednak jego niemożność pojawienia się w programie, w który wkładał życie ojca Martina, i wynikająca z tego nieobecność w życiu Martina, wydaje się być zaskakującym podwójnym przejściem.

Tim Roth gra Martina lat 80. z kontrolowanym niepokojem; jest to jedna z najbardziej umyślnie niedocenianych wystaw postaci na ekranie, dzięki czemu film warto zobaczyć. W dorosłego Dovidla gra Clive Owen, a ponieważ jest to do pewnego stopnia historia analityka, niechętnie przedstawiam go bardzo szczegółowo, ale stwierdzam, że to Owen, ponieważ nigdy go nie obserwowałeś. Własna udręka bohatera wynika z autorytatywnego ujawnienia losu jego rodziny – naprawdę niezwykła minuta. Główny utwór „Pieśń imion”, poświęcony muzyce o niestandardowej pojemności, nie jest po prostu ujawniany, ale przechodzi do tematu.

Film, wykształcony, spokojny, szczery i przemyślany ze względu na swoją wartość, jest również nadmiernie sumienny w swojej elegancji. „Pieśń imion” nie robi bałaganu; tak wulgarnie, jak młody młodzieniec Dovidl, jak duży chip na ramieniu, dorosły Martin przekazuje, wodzowi Girardowi, którego filmografia zawiera pogodne kontemplacje, takie jak „Czerwone skrzypce” i „33 filmy krótkometrażowe o Glennie Gouldu”, zachowuje autentyczność spakowane. Ze względu na postać Rotha daje on bohaterowi ekranowemu kilka nowych miejsc do odwiedzenia. W każdym razie, pod innymi względami, metodologia, która jest ogólnie wyrażona w opalonych słońcem wędrówkach nad wypalonym Londynem przez dwóch młodych mężczyzn, wydaje się nieznacznie ograniczona i bardziej niż powszechna.

Gatunki
Udostępniono0
Możliwość dodawania komentarzy jest niedostępna.
error: Content is protected !!